- No, no. - uśmiechnąłem się. - Ktoś tu pokazał ząbki.
- A co miałam zrobić? - warknęła.
- Właśnie to. - odpowiedziałem, a uśmiech nie schodził z mojego pyska. - Oni bez wyższego polecenia nic poza obrażaniem nie zrobią, ale żeby i tego zaprzestali to trzeba ich lekko przestraszyć. Zresztą większość robi to na pokaz.
Szliśmy dalej wąskim korytarzem, znanym tylko tym, którym pozwolono go znać, a ja w pewnym momencie skręciłem kierując się prosto na ścianę.
- Naix? - zawahała się suczka, stając z łapą zawiśniętą w powietrzu.
- Tak? - ledwie powstrzymałem się od śmiechu po czym pchnąłem "ścianę", a ta przekręciła się o 180 stopni.
- Naix! - usłyszałem zza ściany nieco przytłumione.
Potem rozległ się tupot, a następnie moja towarzyszka wylądowała na mnie, wywalając mnie na plecy. Zaśmiałem się, a tamta nieco się zakłopotała i odsunęła. Kiwnąłem tylko pyskiem i łapą wskazałem korytarz. Zrobiliśmy kilka kroków i ujrzeliśmy schody, którymi zaczęliśmy się kierować w dół.
- Kiedyś mieszkali tu jacyś przestępcy. - tłumaczyłem. - Ale złapano ich, a o kryjówce zapomniano. Teraz znajduje się tu... - zrobiłem krótką przerwę, otworzyłem drzwi, które się przed nami pojawiły i dokończyłem. - ... szkoła przetrwania, żłobek i sypialnia dla nas.
W środku kłębiło się mnóstwo szczeniaków, kilka dorosłych i zapewne jeszcze trochę za drzwiami do pomieszczenia sypialnego. Po usłyszeniu dźwięku otwierania drzwi wszystkie zwróciły się w moją stronę, a rozpoznając mnie niemal natychmiast rzuciły się na mnie, a ja przywitałem ich jak zwykle - krótką zabawą w berka.
- Chodź! - zawołałem do suczki, dysząc od robionych uników.
< Yoshi? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz