Zaciekawiony strzałami ruszyłem w miejsce skąd dochodziły. Lecz moje poobiednie tempo, z pełnym brzuchem i lenistwem w łapach nie należało do najszybszych, więc gdy dotarłem było już po sprawie i widać było tylko psa, który stał i patrzył na odjeżdżający radiowóz. Ruszyłem, więc w jego stronę, skuszony przez ciekawość i zostałem ukarany dwoma smygnięciami puszystego ogona po pysku. Czworonóg odwrócił się i patrzył pewien czas na mnie po czym spuścił wzrok i wykrztusił:
- Przepraszam.
Niemal zaśmiałem się na ten widok. To ja powinienem przepraszać za najście, a nie słuchać jak ktoś się przy mnie czuje zmieszany i obwinia siebie za to.
- Nie szkodzi. - uśmiechnąłem się do szczupłej suczki. - Jestem Naix.
- Lawliet.
Skinąłem pyskiem i zrobiłem rundkę wokół niej. Futro nie należało do najbardziej zadbanych, zapach nie był zmieszany ludzką wonią, a jednak z tego co widziałem to pomagała policjantom i nosiła obrożę. Musiałem, więc zapytać:
- Żyjesz bez pomocy dwunogów?
- Proszę? - spytała.
- Jesteś bezpańska?
- Tak. - odpowiedziała, dumnie unosząc pysk. - A co? Nie wolno?
- Wolno, wolno. - zaśmiałem się. - Sam do tej grupy należę, ale nie jest to normalny widok, gdy taki pies pomaga człowiekom. Czemu to zrobiłaś?
< Lawliet? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz