wtorek, 18 lutego 2014

Od Naix'a C.D. Luny

Ulotniłem się szybko. Co prawda było mi trochę smutno i szkoda, że nie towarzyszy mi żadna suczka, ale nie chciałem marnować czasu. Udałem się w bardziej znane tereny czyli do dalszych parków gdzie po długiej i męczącej zabawie, wreszcie udałem się do domu. Choć nikt inny raczej nie powiedziałby tak na starą ruderę z dala od centrum miasta. Budowla co prawda się zapadała, szyby były powybijane, a drzwi wyważone, ale nikomu z lokatorów to nie przeszkadzało. Tak, poza mną kręciło się tu kilku bezdomnych ludzi, którzy przywlekli skąś parę materacy i innych rzeczy, a potem osiedlili się. Co prawda nie ufałem im zbytnio na początku, niektórzy pachnęli tak zwanym przez nich "alkoholem", innym zaś zdażało się dziwnie zachowywać, ale większość z nich łaknęła kontaktu. Więc powolutku dawałem im się czasem pogłaskać, ale niech nikt sobie nie wyobraża, że leżałem wywalony brzuchem do góry. Co to, to nie. Zdażało mi się jedynie jak jakiś dłużej znany człowiek kręcący się w pobliżu wyciągnie rękę lub powoli zacznie się zbliżać, a ja wtedy pozwalałem mu się dotknąć, ale na drobną chwilę.
- Niech ma radochę. - mruczałem wtedy zwykle.
Choć sam powiem szczerze myślami czasem błądziłem na tematy właściciela. Większość psów go miała i czuła się z nim dobrze, a ja? W głębi serca nadal potrzebuje kogoś takiego... Z takimi myślami ułożyłem się w moim kącie i chwilę podziwiałem ludzi i ich dziwne wyczyny, ale zmęczenie wygrało i moje powieki opadły...

~~ Następnego dnia ~~

Obudziło mnie słońce i głośny brzdęk. Komuś musiało spaść na ziemię coś metalowego, ale nie zwracałem na to uwagii. Rano byłem zbyt leniwy nawet na to, by unieść powieki i zorientować się z sytuacji. Jednak dziś wybudziły mnie szybkie kroki zbliżającego się w moją stronę dwunoga.
- Wara. - wymruczałem z lekkim warkotem, ale nie podziałało.
Trza wstać, westchnąłem w myślach i unosząc zmęczone powieki spojrzałem na człowieka, który chyba myślał, że uda mu się mnie zajść niespodziewanie. Dość młody z kilkudniowym zarostem i wonią jaką "szczycili" się ludzie bez domu. Jego blond włosy poderwały się, gdy zbłakany podmuch wiatru wtargnął do domu poprzez rozbitą szybe, a potem opadły prosto na oczy. Zgarnął je ręką, zostawiając przy tym brudny ślad po czym znów spróbował do mnie podejść.
- Nie znam Cię, gościu. - szepnąłem co dla niego musiało się okazać pomrukiem złości bo cofnął się. - I tak trzymać.
Zadowolony podniosłem się na łapy i ruszyłem w stronę umówionego miejsca, by tam zaczekać w spokoju na suczkę.

< Luna? Rozpisałam się niechcący ._. >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz