- Niech ma radochę. - mruczałem wtedy zwykle.
Choć sam powiem szczerze myślami czasem błądziłem na tematy właściciela. Większość psów go miała i czuła się z nim dobrze, a ja? W głębi serca nadal potrzebuje kogoś takiego... Z takimi myślami ułożyłem się w moim kącie i chwilę podziwiałem ludzi i ich dziwne wyczyny, ale zmęczenie wygrało i moje powieki opadły...
~~ Następnego dnia ~~
Obudziło mnie słońce i głośny brzdęk. Komuś musiało spaść na ziemię coś metalowego, ale nie zwracałem na to uwagii. Rano byłem zbyt leniwy nawet na to, by unieść powieki i zorientować się z sytuacji. Jednak dziś wybudziły mnie szybkie kroki zbliżającego się w moją stronę dwunoga.
- Wara. - wymruczałem z lekkim warkotem, ale nie podziałało.
Trza wstać, westchnąłem w myślach i unosząc zmęczone powieki spojrzałem na człowieka, który chyba myślał, że uda mu się mnie zajść niespodziewanie. Dość młody z kilkudniowym zarostem i wonią jaką "szczycili" się ludzie bez domu. Jego blond włosy poderwały się, gdy zbłakany podmuch wiatru wtargnął do domu poprzez rozbitą szybe, a potem opadły prosto na oczy. Zgarnął je ręką, zostawiając przy tym brudny ślad po czym znów spróbował do mnie podejść.
- Nie znam Cię, gościu. - szepnąłem co dla niego musiało się okazać pomrukiem złości bo cofnął się. - I tak trzymać.
Zadowolony podniosłem się na łapy i ruszyłem w stronę umówionego miejsca, by tam zaczekać w spokoju na suczkę.
< Luna? Rozpisałam się niechcący ._. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz