środa, 19 lutego 2014

Od Axela

Szedłem sobie po uliczce. Szukałem czegoś do zjedzenia, nie jadłem nic od kilku dni. Ostatnio zlitował się nade mną pewien sprzedawca, dał mi kiełbaskę.
Brak właściciela to nie jest taka ekstra rzecz. Muszę z tego powodu ciągle chodzić sam, nawet w te najzimniejsze dni. Jedynym moim towarzyszem jest kruk imieniem Sev. Mimo tego, że on jest krukiem, a ja psem, to jest on moim najlepszym kumplem.
Zauważyłem śmietnik. Pewnie bym do niego nie podszedł, gdybym nie wyczuł tego zapachu. Chociaż i tak tam nie zajrzałem. Poszedłem w jego kierunku, ale coś usłyszałem:
- Aaa! Pomocy! - wrzasnął ktoś.
Spojrzałem w kierunku, z którego dochodził krzyk. No tak, Sev znowu pokłócił się z jakimś psem no i ma problem.
Pobiegłem do kruka. Siedział na gałęzi drzewa, a pod drzewem stał wściekły doberman.
- Odczep się ode mnie! - jęknął Sev.
Westchnąłem. Zwróciłem się do psa:
- Hej, jak masz na imię? Ja jestem Axel.
- Fajnie, ja tu jestem w obliczu śmierci, Ax, a ty zawierasz nowe znajomości. - oburzył się kruk.
- Nie przesadzaj, Sev. - wywróciłem oczami.
- Mam na imię Delgado. - burknął zły, bo mój kumpel odleciał.
Więcej nie rozmawialiśmy, bo pies poszedł. Sev przyleciał znowu.
- O co poszło? - spytałem zdawkowo.
- Chciałem go wkurzyć... - odpowiedział niezadowolony, ale nie dokończył.
- No i znowu mam ci mówić, że z dobermanami się nie zadziera? - przerwałem mu.
- Nie pozwalasz mi dokończyć, a ja chcę powiedzieć ci, jak to było. - poskarżył się.
- No to mów. - powiedziałem.
- Najpierw usiadłem sobie niewinnie na ławce. Rozglądałem się i było spoko, a tu nagle jakiś pies, chyba suczka, szła tam, gdzie ja leciałem. Wpadłem na nią, a ona się wkurzyła. Goniła mnie i wtedy zobaczyłem tego dobermana. Szybko poleciałem wyżej, no i tamta suczka na niego wpadła. Pokłócili się, a ja chciałem jeszcze tego dużego dobermana zdenerwować, nie wiem czemu... No i widzisz, udało się. - westchnął.
- Postaraj się nie pakować codziennie w kłopoty. - poprosiłem.
- Ty też się postaraj. - spojrzał na mnie.
Taa... To akurat prawda, ja i Sev od zawsze mieliśmy talent do ładowania się tam, gdzie nie trzeba. A później- kłopoty.To zdarzało się od czasu, kiedy moja wędrówka zakończyła się w tym mieście. Pierwszego dnia poznałem Sev'a i się zaprzyjaźniliśmy.
- No, było fajnie, ale ja już lecę. - powiedział odlatując.
Patrzyłem jeszcze, gdzie leci, a potem udałem sie na spacer. Mijałem różne psy, ale jakoś nigdy z żadnym się nie zapoznałem.
- Cześć. - usłyszałem. - Jestem Renesmee. A ty?
Odwróciłem się i ujrzałem suczkę rasy Golden Retriever.
- Axel . - odparłem,
- Mieszkasz tutaj? - spytała.
- Myhmm. - mruknąłem kiwając głową.
- Masz właściciela? - znów zadała pytanie.
- Nie. - odpowiedziałem.
- A... należysz do jakiejś sfory? - zapytała. Zadawała mi pytania jak na wywiadzie!
- Też nie. - powiedziałem.
- A chcesz dołączyć do mojej i mojego brata? - zapytała z nadzieją.
- Chętnie. - uśmiechnąłem się.
Tak dołączyłem do Sfory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz