sobota, 22 lutego 2014

Od Lilith

Pytającym spojrzeniem popatrzyłam się na moją właścicielkę. Dziewczyna się tylko uśmiechnęła i dalej prowadziła swoją terenówkę. Znudzona usiadłam i zaczęłam wpatrywać się w przelatującą drogę i tereny. Czas dłużył mi się niezmiernie, więc poczęłam rozglądać się po samochodzie. ‘A tu jest’ – pomyślałam i zaczęłam gryźć pas.
- Korek – powiedziała moja pani. – Lilith co tak tu cicho? Osz, ty panno nagrabisz sobie. Nowy samochód, a już zniszczony?!
‘Ale, jaki pyszny’ – dodałam w myślach i osunęłam się na siedzenie. Wpatrywałam się w kremową tapicerkę, aż usnęłam. Spałam twardo, lecz obudziło mnie lekkie trzęsienie zatrzymanego samochodu. Byłyśmy na miejscu. Westchnęłam, nowy dom był przepiękny. Piękny, a co najważniejsze d u ż y budynek z no g r o m n y m ogrodem! Moje najskrytsze marzenia się spełniły. Wyskoczyłam z samochodu i podbiegłam pod drzwi i zaczęłam merdać ogonem.
- Wiedziałam, że ci się spodoba – powiedziała moja pani podchodząc i otwierając drzwi. Wszystkie meble i rzeczy mojej pani zostały rozstawione w odpowiednim miejscu. Z holu było widać przestronny balkon, a poniżej ogród, ba z basenem! Dom od środka wydawał się jeszcze większy. Miał dwa piętra, strych i garaż. ‘Czy ona tylko ze mną tu będzie mieszkać. Oczywiście, że nie!’ – pomyślałam i przeszyłam wzrokiem moją właścicielkę. Ta właśnie zdejmowała swój cienki płaszcz i wieszała go na haczyku w pobliżu drzwi. Po chwili stanęła i popatrzyła się na mnie pioruńsko, jakby domyśliła się o co chodzi. Spuściłam wzrok. Dziewczyna cicho się zaśmiała i poszła na górę.
Kilka dni później
Zdążyłam zaznajomić się z okolicą, choć nadal czułam niedosyt… przygód? Oczywiście. Znajomości? Jasne. Radości? Cóż… Wręcz przeciwnie. Tęskniłam za moją siostrą… Gdzież ona jest? Ta myśl zadręczała mnie codziennie od naszego spotkania. Rozumiałam, aż za dobrze to, że dziewczyna mogła przyjąć tylko jednego psa, ale moja rozpacz i tęsknota nie dawała mi świętego spokoju. Dzień, za dniem przechodził mnie dreszcz na samą myśl o tym, że moja siostra nadal jest w schronisku. Może została uśpiona?
Czegoś mi brakowało. Tyle, że czego? Teraz miałam inny problem i choć na chwilę zapomniałam o siostrze i rozpamiętywaniu nad jej losem. Usiadłam rozdrażniona na środku kanapy. Nie była ona zbytnio wielka, więc moja pani musiała zadowolić się faktem, iż został jej tylko fotel. Po chwili wzrok mój, z dywanu przeniósł się na kartony. ‘Chwileczkę, wszystkie kartony zostały rozpakowane. Wszystkie, na bank. A te?’ – powiedziałam pod nosem. Nie były to kartony mojej pani, ani członków jej rodziny. To więc czyje? Zostawiłam, tyle rzeczy, które spadły na mnie hurtowo i wyszłam na dwór. Wróciłam do rozmyślania nad tym czego mi brakowało. Wyszłam na ulicę. Brakowało mi znajomości. Wiedziałam to od dawna, ale tłumiłam to w sobie. Szłam przed siebie, obserwując wszystko dookoła. Sierść stała naelektryzowana od kanapy. Przechodnie co jakiś czas oglądali się na mnie, co mnie na początku wyprowadzało z równowagi. Jednak po jakimś czasie sierść opadła i wyglądała w miarę normalnie. Wtem zza rogu wpadła na mnie suczka.
- Przepraszam, szłam nie patrząc gdzie idę – powiedziałam. Na mój pysk wstąpił chwilowy uśmiech.
- Nic się nie stało. To też moja wina – powiedziała suczka. – Tak w ogóle to jestem Renesmee.
- Lilith.
<Renesmee?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz