- Niektóre nawet bardziej - odparła ze śmiechem suczka. Machnąłem ogonem na znak zadowolenia. Renesmee była naprawdę sympatyczną osobą, nie spodziewałem się takiego traktowania. Członkowie tej społeczności ufundowali mi wspaniałe powitanie, ba! Mało tego, Nessie zaproponowała oprowadzenie mnie po okolicy. Dzięki takim istotą powraca wiara w świat.
Zaskoczony spostrzegłem, że przechodzimy obok mojego nowego domu.
- Jared, Jared... JARED, cho*lera! - Ian stał w ogrodzie trzymając się jedną ręką za głowę, w drugiej kurczowo ściskał telefon. Szczeknąłem radośnie, biegnąc w stronę właściciela. Mina mu stężała, rysy wyostrzyły. Wziął głęboki oddech. Raz. Dwa. Trzy. Nadal szczekałem radośnie.
- J, nie rób tego nigdy więcej. - Szarpnął mnie lekko za obrożę, ale tylko po to aby przysunąć mnie do siebie. Przytulił mnie, a następnie mocno potargał sierść na głowie. Warknąłem cicho w odpowiedzi, nie podobało mi się to. Wiedziałem, że Ian nie będzie się na mnie gniewał, przyzwyczai się do moich zniknięć i w końcu przestanie się martwić. Przynajmniej powinien.
- Widzę, że znalazłeś już sobie koleżankę - wskazał na stojącą niedaleko Retriverkę, ta machnęła radośnie ogonem. Uśmiechnął się do niej wyciągając w jej stronę rękę.
- Renesmee... - przeczytał adresówkę przywieszoną do obroży. - Ładnie.
Trąciłem mężczyznę nosem, dając mu do zrozumienia, że nie mam ochoty stać tak i przypatrywać się tej jakże słodkiej scenie. Ian podniósł się z ziemi, po czym machnął ręką od niechcenia. Zrozumiałem to jako pozwolenie i ruszyłem przodem.
- Ian, mój właściciel. - Wytłumaczyłem suczce podczas naszego szaleńczego biegu. Ulica była zupełnie pusta, co chyba było tu normalne. Słońce chowało się już za horyzont, toteż temperatura nieco się obniżyła. Dla mnie było to zbawieniem. Moja długa sierść raczej nie chciała współpracować i było mi okropnie gorąco. Dyszeliśmy, a nasze nierówne oddechy przerywało jedynie skrzeczenie ptaków i obijające się o obroże adresówki. Tętent łap został całkowicie zgłuszony przez gęstą, zieloną trawę.
Przysiedliśmy na skraju parku, a miejscem naszego odpoczynku była niewielka ławeczka schowana w cieniu starego dębu.
- Jared, jeśli mogę... Dlaczego Ian był tak zdenerwowany? Tutaj, na Ulicy Marzeń rzadko kiedy dochodzi do porwań, czy jakichkolwiek tego tupu czynów. Myślę, że na pewno o tym wie.
- Moja przeszłość raczej nie pozwala mu na pełne wyluzowanie - odparłem ze sztucznym uśmiechem. Suczka musiała wyczuć fałsz w tym geście i spuściła wzrok. - Wiesz, kiedyś pewien facet mnie porwał... A później o mało co nie zginąłem z jego rąk - westchnąłem cicho na falę wspomnień, które zalały mój umysł. Ten niewyobrażalny strach, nienawiść ściskająca moje gardło... I ból. Tak niewiarygodnie palący ból, powoli zmieniający się w agonię.
- Tak mi... Przykro. - Wydukała Nessie. Pokręciłem przecząco głową.
- Przeszłość, nie warto do tego wracać, po co marnować cenny czas?
<Renesmee? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz