środa, 19 lutego 2014

Od Luny C.D. Naix'a

Carmelinne i ja powoli dotarłyśmy na Ulicę Marzeń. Weszłyśmy do domu, oczywiście najpierw tradycyjnie stałyśmy pięć minut przed drzwiami, bo moja pani szukała kluczy. Potem położyłam się na legowisku czekając aż na dźwięk sypanej do miski karmy. Jakaś nowa, ekologiczna. Zastanawiałam się, która z koleżanek Carmelinne poleciła jej to świństwo. Ale cóż mogłam zrobić widząc jej uśmiechniętą twarz, kiedy mówiła „Luna zjedz wszystko! Będziesz miała śliczną sierść i zdrowe ząbki.”. Taa... chyba raczej się porzygam. Cóż to naprawdę denerwujące, że ludzie nie rozumieją psów. Kiedy już dostałam jeść, zmusiłam się by je przełknąć. Powlokłam się w kierunku dywanu koło kominka. Słyszałam jak po domu krząta się Carmelinne, ale mało mnie to w tej chwili obchodziło. Zamknęłam oczy i zasnęłam…

~~ Następnego dnia ~~

Luna, wstawaj ! – krzyknęła Carmelinne zbiegając z hukiem po schodach. Poniedziałek. Zaczyna się cykl pięciu dni wstawania o 5.00 rano. Oto uroki bycia psem „kobiety pracującej”. Nie żebym była leniwa, ale wolałabym dłużej pospać. Powoli podniosłam się i podeszłam do okna. Oparłam przednie łapy na parapecie i zerknęłam przez szybę. Słońce. Przynajmniej to, choć chmury, które powoli przesuwały się po niebie bynajmniej nie wyglądały zachęcającą. Pewnie potem zacznie padać, ale trudno. Podeszłam do mojej pani, która szamotała się z suwakiem od kurtki, jednocześnie wkładając buty i czesząc włosy. Nigdy nie byłam w stanie zrozumieć tej ludzkiej idei robienia wszystkiego naraz. Carmelinne przypięła mi smycz i wyszłyśmy. Parę metrów prosto, na mały skwer i do domu. Rano nie było czasu na długie spacery.
- No to pa Luna! Możliwe, że wrócę dzisiaj trochę później. Dzwonili z kliniki, że mają jakiś ciężki przypadek. Pies się na wszystkich rzuca. No to pa maleńka!
- Pa! – szczeknęłam i zamerdałam ogonem. Szkoda, że nie mogła mnie zrozumieć. A co do tego psa… no cóż, każdy ma jakieś problemy. Carmelinne wyszła, a ja sunęłam po domu bez namysłu. Nudziło mi się. Co prawda do spotkania z Naix’em zostało jeszcze dużo czasu, ale mimo to postanowiłam już tam iść. Dość szybko dotarłam do parku. Ku mojemu zaskoczeniu golden już na mnie czekał. Podeszłam do niego.
- Cześć!
- Witaj, Luna! – odpowiedział Naix.
- No to, co? Gdzie pójdziemy? – zapytałam.

<Naix?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz