- Uważaj! Co ty sobie myślisz wbiegając bez uprzedzenia na inne psy?! – odpowiedziałam na jego żałosną wymówkę. Było około godziny 14.30 i tak jak zwykle wybrałam się z Carmelinne do parku. Moja pani puściła mnie luzem, a sama tymczasem fotografowała kwiatki, drzewa i koty. Tak… parę ich tu chodziło. Nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na te godne pożałowania zwierzęta, więc na własną łapę postanowiłam pozwiedzać tutejszy park. Była ładna pogoda, nie padało, wiał jedynie lekki, orzeźwiający wiaterek. Nic dodać, nic ująć. Od paru minut szłam z nosem przy ziemi, podążając tropem wiewiórki. Cóż, dobre i to, kiedy nie ma się nic do roboty. Zatrzymałam się na chwilę, żeby ustalić, w którą teraz pójść stronę,kiedy wpadł na mnie golden retriever prawie mnie przewracając. Jego sierść, chodź ubrudzona i w nieładzie lśniła złotem w blasku słońca. Duże piwne oczy patrzyły teraz na mnie z pomieszaniem.
- Naprawdę przepraszam. To przez przypadek… zagapiłem się… - wyjąkał, zmieszany moim zdenerwowaniem.
- Właśnie widzę. – odpowiedziałam sucho. Jednak po chwili uśmiechnęłam się patrząc na szczerze zmartwionego goldena. Pies odetchnął z ulgą.
-Jestem Luna, a ty? – zapytałam przyjaznym tonem, chcąc naprawić mój wcześniejszy wybuch złości. Owszem wpadł na mnie, ale ja również nie zachowałam się jak na dobrze ułożonego psa przystało.
<Naix?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz