Od dwóch dni nie miałem nic w pysku. Moje pokojowe próby wyżebrania czegoś od ludzi nic nie dawały. Prawie wogóle nie zwracali uwagii ani na moje zabiedzenie, ani na drobny urok jaki ma każdy pies. Owszem, zdażały się wyjątki, ale Ci zazwyczaj wyciągali w moją stronę dłoń z jedzeniem, a nie rzucali je obok mnie. Przez co byłem skazany na głód. Nie zamierzałem zbliżać się do zdradzieckich rąk człowieka, którymi tak łatwo może sprawiać ból. Niby miłe, drapiące pieszczotliwie za uchem, a potem ukazują prawdziwe oblicze i znęcają się nie dając innym żadnych szans. Tacy właśnie są. Ludzie. Istoty podobno najmądrzejsze, ale przez władze jaką mają często stają się głupi, nierozsądni i bezlitośni. Tak sobie w myślach wyliczałem ich zbrodnie, kiedy przerwał mi to dźwięk wydobywający się z mojego brzucha.
- Trzeba coś zjeść. - mruknąłem.
Po czym z głośnym westchnieniem powoli zmusiłem moje łapy do ruchu. Kierowałem się w stronę stoiska z jedzeniem, które często rozkładają na targach, by coś ukraść. Tak, ukraść. Wiem, że to źle i mimo mojej przeszłości nie powinienem tego robić, ale co mi zostało? Mogłem jeszcze próbować polować, ale ze sztuką tą zaznajamiam się ledwie od dwóch tygodni i wątpie, by coś z tego wyszło. Tak więc zbliżałem się do hot dogowego stoiska spokojnym truchtem, starannie mijając ludzi. Po czym jednym płynnym ruchem wsunąłem się pod stół. Tam zaczekałem, aż sprzedawca się kawałek oddali i mój pysk wyskoczył zwinnie niczym wąż po czym pochwycił jedzenie. Nim ktoś się zorientował zdążyłem wsunąć cztery parówki, a potem musiałem uciekać z piątą. Gość zaczął obrzucać mnie wyzwiskami i ścigać. Na szczęście byłem szybszy oraz lepiej znałem teren. Po jakiś stu metrach ukazywał się skrót gdzie była 1,5 metrowa szopa. Dla człowieka był to pewien wysiłek i zmarnowany czas, by się na nią wdrapać, jednak moje łapy zgrabnie odbiły się od ziemii, a potem wylądowałem na dachu, gdzie już miałem wygraną w kieszeni. Człowiek nawet jeśli muskularny to musi się pewien czas wdrapywać, biec i zeskakiwać, przez co ja zyskuje czas na ucieczkę. Teraz było nawet lepiej bo owy mężczyzna po wejściu na dach i zobaczeniu mnie znacznie dalej, stwierdził, że nie ma sensu ścigać mnie dalej i zawrócił. Zaś ja z uśmiechem na pysku, skinął łbem jakby w podzięce i skończyłem posiłek. Przez jeszcze pewien czas czułem w brzuchu to okropne uczucie, gdy do pustego żołądka wpada pokarm jednak postanowiłem to zignorować i udać się do parku. Futro miałem co prawda w nieładzie, ale nie miałem ochoty na kąpiel w rzece. Liczyłem bardziej na spotkanie z przyjaciółmi, ale biegnąc w znane nam miejsce spotkań, wpadłem na jakąś suczkę.
- Bardzo panią przepraszam. - wydukałem z żałosnym uśmiechem.
Ta spojrzała na mnie spode łba i...
< Jakaś suczka? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz