-Teraz możemy porozmawiać normalnie - uśmiechnęłam się przyjaźnie lekko przekrzywiając głowę.
-Słusznie. Jest ktoś tu jeszcze z psów? - zapytał rozglądając się po wszystkich domach w zasięgu jego wzroku.
-Z tego co wiem to parę jest. Niestety osobiście ich nie znam, prócz mojego brata Jack'a - odparłam, a moje kąciki pyszczka odruchowo uniosły się lekko w górę. - Jeśli chcesz mogę ci pokazać tą okolicę. Mieszkam tu troszkę dłużej i znam parę fajnych miejsc.
-Świetnie, chętnie rozprostuję łapy po dość długiej jeździe samochodem - po tych słowach wraz z Jared'em ruszyliśmy wolnym truchtem po chodniku kierując się prosto do parku. Na miejscu pobiegaliśmy trochę dając upust swojej energii. Spotkaliśmy tam wiele psów. Z pewnością chociaż parę z nich zamieszkiwało okolicę Ulicy Marzeń. Następnym przystankiem naszego spaceru okazała się plaża.
-Cudowna dziś pogoda! W sam raz na odwiedzenie plaży! - próbowałam przekrzyczeć piski małych dzieci taplających się w wodzie. Na szczęście Jared to usłyszał i przyznał mi rację skinieniem głowy. Po tym geście szturchnął mnie lekko w bok i z niebywałą prędkością znalazł się o kilkanaście metrów dalej niż przed chwilą był.
-Kto pierwszy w wodzie! - krzyknął w moją stronę.
-Ej to nie fair! - odkrzyknęłam przez śmiech, ale mimo wszystko puściłam się w pogoń za Jared'em. Skubany szybki był! Jednak tuż przy brzegu zahamował gwałtownie co spowodowało, że jego łapy znalazły się głęboko pod piaskiem. Pewnie chciał dać mi szansę, lecz nie mogłam wyhamować i o mały włos Jared skończyłby przeze mnie z pyszczkiem w wodzie. Fartem udało mi się go wyminąć i z wielkim pluskiem to ja wpadłam do morza. Woda sięgała mi prawie do przedramienia. Najwidoczniej musiało to bardzo śmiesznie wygadać bo Jared i mała grupka dzieci roześmiali się aż do łez. Z godnością uniosłam łeb, ale sama nie mogłam wytrzymać i parsknęłam śmiechem.
-Możemy uznać, że wygrałaś - powiedział Jared z trudem opanowując śmiech
-Ale ty łapami dotknąłeś wody - zauważyłam dopiero teraz dostrzegając, że Jared również sam bez mojej pomocy skończył by w wodzie.
-Powiedzmy, że to remis - oboje zgodziliśmy się na to rozwiązanie. Przez parę chwil popluskaliśmy się w wodzie, a gdy już uznaliśmy, że czas nieubłagalnie mija skończyliśmy zabawę. Nasza sierść szybko wyschła, więc gdy wróciliśmy do naszej okolicy wyglądaliśmy tak samo jak przed paroma godzinami.
-To tylko parę z wielu miejsc - wyjaśniłam.
(Jared? Brak weny ;-;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz