Zdziwiło mnie, że Lawliet nigdy nie jadła ze śmietnika. Najłatwiejsze zdobycie pożywienia. Przynajmniej moim zdaniem. Rozmyślałam tak nad tym, aż nagle przed moim nosem pojawił się zapach kurczaka.
-Mniam, dzięki!-podziękowałam Lawliet.
Po chwili zjadłyśmy. Jeszcze dobrze nie przełknęłam kęsa, a tu już nowe zapachy, jakieś koty i inne różne ciekawe rzeczy. Nie wiedziałam za czym węszyć, więc zaczęłam się zachowywać jak szczeniak, a mianowicie goniłam swój własny ogon. Jakaż to była radość, tyle lat swojego ogona nie widziałam! Zachciało mi się pić.
-Chce ci się pić?-zapytałam Lawliet.
-Tak.-odpowiedziała.
-To chodź.-skinęłam głową na jakąś fontannę.
<Lawliet?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz