Otworzyłam jedno zaspane oko i zauważyłam Kimberly leżącą jeszcze w swoim łóżku. Spojrzałam na budzik stojący na półce nocnej umiejscowionej koło łóżka mojej właścicielki. Była 8:30- pora idealna na poranny spacer. Cicho zbiegłam po schodach, starając się nie budzić innych domowników. Uchyliłam łapą drzwi frontowo i wyszłam na ulicę, której nie znałam nawet nazwy. Za sobą usłyszałam kroki, obejrzałam się za siebie, po czym zauważyłam idącego w ślad za mną owczarka australijskiego. Szybko odwróciłam pysk w swoją stronę i starałam się już nie patrzeć na psa, lecz można powiedzieć, że ona sam się przyplątał.
-Cześć...jak masz na imię?-zaczął nieśmiało idąc już koło mnie
-Nie twoja sprawa.-odpowiedziałam oschle i przyspieszyłam kroku, lecz pies nie ustępował
-Eee...co taka zgorzkniała?-powiedział, po czym uśmiechnął się. Ja nie miałam zamiaru odwzajemniać tego gestu, lecz to zrobiłam
-Charakter.-powiedziałam starając się nie patrzeć na psa
-Aha. To może zacznijmy od początku. Ja jestem Loser, ale możesz mi mówić Los, a ty?-zapytał wyszczerzając się do mnie jeszcze bardziej
-Cathérine, ale mów mi Cath.-odpowiedziałam, po czym spojrzałam w oczy psa. Widać było w nich coś takiego jak w moich- wieczny smutek pozostały po dawnych latach. Czułam, że jesteśmy do siebie podobni, lecz nie zamierzałam tego mówić.
-Yyy...jesteś już w sforze?-zapytał, tak, jak by od tego pytania zależało całe jego życie
-Przepraszam, ale nie wiem, o co ci chodzi.-przyznałam trochę zmieszana
-Szczęście Na Czterech Łapach, sfora ulicy Marzeń-powiedziała suczka, która nagle pojawiła się za nami
-Ja jestem Renesmee- założycielka-powiedziała, po czym szeroko się do nas uśmiechnęła
(Loser? Brak weny 'x')
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz