czwartek, 27 marca 2014

Od Renesmee C.D. Cassidy

Powoli ruszyłyśmy w stronę Ulicy Marzeń. Dostosowałam tempo tak, by nie zmęczyć obolałej Cassidy.
-Cassidy...? - zaczęłam trochę niepewnie.
-Słucham.
-Ty masz właściciela? - zapytałam wymuszając niekształtny uśmiech.
-Nie - odparła stanowczo - jestem wolna.
-Rozumiem...A może chciałabyś zamieszkać przez jakiś czas ze mną i Cler? - zaproponowałam już ze szczerym uśmiechem.
-Nie wiem Renesmee...Nie mam dużego zaufania do ludzi...- westchnęła. Poznałam już wiele psów, które w swoim życiu wiele wycierpiały, przez ludzi...Mimo wszystko chciałam pomóc Cassidy, nie znałam jej prawie wcale, ale czułam, że jest wyjątkowa i zasługuje na pomoc.
-Wiem, wcale się nie dziwię. Cassidy, muszę na chwilkę cię opuścić, mam ważną sprawę, poradzisz sobie sama? - zapytałam trochę zakłopotana, wcale nie miałam zamiaru zostawiać Cassidy samą, lecz muszę zrobić ważną rzecz.
-Tak, oczywiście - uśmiechnęła się do mnie.
-Świetnie. Połóż się tu i nie odchodź nigdzie - poleciłam. Cassidy zgodnie z moim "rozkazem" położyła się na zacisznej polanie niedaleko parku gdzie często polował Naix i Gold. Sama jak najszybciej pobiegłam na plażę. Znałam tam świetne miejsce. Daleko od zamieszania jakie robiły dzieci, turyści itp. Nikt się tam nie zapuszczał. Wystarczyło pobiec na zachód, przepiec przez łuk skalny i wbiec na górkę. Tam znajduje się opuszczona, duża willa. Poprzedni właściciele -zamożne małżeństwo- wyprowadziło się stąd. Weszłam do środka przez drzwi z tyłu domu (mieli kota, więc i wejście było. Niestety, małe dla psich rozmiarów...Ale da się przejść) W środku wszystko pokryte było kurzem. Kanapa, szafki, stoły i wszystko inne przykryte były jakimś materiałem. Najwidoczniej wszystkie te rzeczy nie były potrzebne poprzednim właścicielom. Weszłam po schodach na wyższe piętro. Kilka pokoi, łazienka i garderoba. W jednym, dużym pokoju, wnioskuję, że sypialni znajdował się ogromny balkon. Było z niego widać z pewnością calutką plażę. Zbiegłam na dół i  wyszłam z domu. Zabezpieczyłam wejście, tak by nikt tam nie wszedł. Leczwątpie by w ogóle ktoś miał pojęcie, że ten dom nadal istnieje.
Biegłam szybko z powrotem na Ulicę Marzeń. NA szczęście dziś sporo psów postanowiło wyjść na spacer.
-Hej! Pomożecie mi? - zapytałam zdyszana

<Ktoś chętny? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz