Wczoraj po południu Ness przedstawiła mi nową suczkę - Cassidy. Postanowiłem poznać ją trochę lepiej. Spokojnym krokiem wyruszyłem w drogę. Cass wydawała się być raczej mało towarzyska, więc postanowiłem nie szukać jej zbyt blisko Ulicy Marzeń. Jedyne o czym pomyślałem to las. Szukałem długo, ale znalazłem tylko kruki i stado jeleni. Stałem na przeciwko ogromnej łani. Nie wyczuwała z mojej strony zagrożenia, więc pozwalała stadu się spokojnie paść. Jednak nagle podniosła łeb i zaczęła weryfikować nowy zapach. Bez powodu zaczęła uciekać. Reszta saren ruszyła za nią. Samica Alfa tego stada nie była głupia. Uciekła więc musiało znajdować się tu coś groźnego. Nie musiałem długo czekać. Zza drzew wyskoczył obiekt mych poszukiwań. Nie była wstanie dogonić szybkich zwierząt, za szybko zaatakowała. Podbiegłem do niej. Widocznie wcześniej mnie nie zauważyła.
- Głodna jesteś? - spytałem
- Trochę... - odpowiedziała cicho
Westchnąłem. Skradając się, podszedłem bliżej potencjalnych ofiar. Gdy wyskoczyłem z kryjówki kopytne nadal nic nie przeczuwały. Skradałem się bowiem pod wiatr. Niedługo potem (po krótkim pościgu) znalazłem się na grzbiecie młodego jelonka. Powaliłem go swoim ciężarem. Zanim zdążył wstać, złapałem go za gardło. Moje szczęki wgryzły się w jego tchawicę. Zwierzę powoli konało. W końcu puściłem jego szyję i zacząłem jeść. Cass zrobiła do samo.
<Cass? Mogę tak do Ciebie mówić?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz