Nie odpowiedziałem. Suczka znowu położyła się koło mnie. Westchnąłem, wstałem i wolnym krokiem ruszyłem w kierunku rozłożystego cisu. Właściwie, to drzewo nie zapewniało mi zbyt dużo cienia. Kątem oka zobaczyłem, że Lawilet ponownie wstaje. Natychmiastowo podniosłem się i położyłem się pod jeszcze innym drzewem - tym razem starym bukiem. Powtarzałem to kilka razy, aż w końcu dałem sobie spokój. Byłem na nią "skazany".
<Lawilet? Brak weny...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz