- Miałbyś ochotę jutro po południu się ze mną spotkać? – zapytałam go nieco niepewnie. – Nudzę się, a poza tym nie mam nikogo z kim mogłabym się powłóczyć po mieście. – dodałam szybko.
Naix uśmiechnął się. - Nie mam nic przeciwko. W takim razie do zobaczenia – powiedział i znikł na schodach wtapiając się w ciemność. Ułożyłam się wygodnie na kocu i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Miałam bardzo dziwne sny i kilkakrotnie budziłam się w nocy cała zlana potem. Obudziłam się stosunkowo wcześnie. Była może godzina siódma rano. Przeciągnęłam się więc porządnie i zeszłam na dół starego domu. Jak zwykle panował tam półmrok, a w powietrzu unosiło się ponad milion pyłków kurzu. Po wyjściu na dwór okazało się, że słońce przygrzewa i mimo zalegającego na chodnikach śniegu, nie czuło się aż tak bardzo chłodu. Błądziłam uliczkami miasta aż do późnego popołudnia. W międzyczasie przekąsiłam kawałek czekolady wyrwanej ośmiolatkowi z ręki i dwa cukierki z nadzieniem toffi. Gdy wreszcie nadeszła godzina spotkania się z retrieverem, radosnym truchtem zaczęłam zmierzać ku parkowi. Czułam jak wręcz emanuję radością i wesołością, choć niezbyt wiedziałam skąd się one brały. Pies leżał wyciągnięty na obramowaniu (szczerze mówiąc, nie wiem jak się to nazywa) fontanny i przyglądał się jak zwykle „biesiadującym” na placu zabaw dzieciom. - Hej – przywitałam go. – Jakieś plany na dzisiaj? Ten nieco się zdziwił moim dzisiejszym humorem. - Nie pytaj czemu jestem taka wesoła – zaśmiałam się. < Naix?> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz