- Yoshi. - popatrzyłem na nią z uśmiechem. - Nie musisz od razu wszystkiego oddawać.
- To tylko karma.
- Wiem, ale poradzimy sobie. Nie powinnaś tak stresować swojej właścicielki.
- Nie robie tego.
- Ucieczka, otwarty taras, zniknięcie karmy?
- Może troche. - skrzywiła się.
- Na razie jakoś dajemy rade, może potem uda nam się jakoś porozumieć z Twoją panią. - pocieszyłem ją, po czym dodałem. - Sam nie chce mieć właściciela, ale szanuje więzi innych z ludźmi.
< Yoshi? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz