- Nie da się przeoczyć - odfuknęłam. - Jak jednak mniemam, jaśnie pan nie zaszczyci mnie dźwiękiem swego imienia. Nie będę więc tracić czasu.
Postąpiłam krok w stronę chodnika, lecz wtedy golden retriever zdecydował mi odpowiedzieć.
- Golden Leaf - mruknął. W jego głosie nadal wyczuwalna była nuta irytacji oraz zmęczenia zaistniałą sytuacją.
Aby zrobić na złość Leaf'owi i jeszcze bardziej podnieść mu ciśnienie, wyciągnęłam się mniej więcej metr od niego i złośliwie przejechałam pazurami po brukowanym chodniku. Wydał on przy tym taki dźwięk, na który każdy zaciska zęby i chce jak najszybciej się oddalić.
Powoli ułożyłam pysk na łapach, pacnęłam kilkukrotnie ogonem o bujną trawę, która pojawiła się równie szybko jak niespodziewane wiosenne upały, po czym zasnęłam.
Gdy się obudziłam, poczułam się jak w piekarniku. Popołudniowe słońce wręcz paliło mój grzbiet, powodując przy tym niemały ból. Gwałtownie się podniosłam i rozejrzałam w poszukiwaniu ratunku. Mniej więcej pośrodku parku znajdowała się urocza fontanna, z której radośnie tryskała woda. Czym prędzej pognałam więc w jej kierunku.
Po wylądowaniu w chłodnej wodzie, rozbryzgując wodę na wszystkie strony, zostałam otoczona przez grono dzieci. Okazało się, że maluchy pozostawiwszy sandałki na chodniku, weszły do "źródełka" by nieco się ochłodzić. Zaczęły mnie głaskać, tarmosić za uszy, ogon i ciągnąć za łapy.
Kwadrans potem poczłapałam powolnie w suche miejsca. Następnie otrzepałam się i omiotłam wzrokiem okolicę. Ten utkwił na biszkoptowym, nieco złocistym kształcie spoczywającym w cieniu rozłożystego dębu.
- Cwaniak - mruknęłam. - Tak łatwo się mu jednak nie upiecze.
Truchtem podbiegłam do Golden Leaf'a i nerwowo opadłam obok niego. Mimo tego, że poszłam do wody po to by uciec przed słońcem, to teraz usiadłam w nieocienionym miejscu wystawiona na działanie promieni słonecznych.
Niedługo potem mokra sierść pozamieniała się w suche strąki w odcieniu mahoniu. Te połyskiwały, jakby pokryte były jakąś lepką mazią. Nie czułam się dobrze tak wyglądając, to też powstałam i zaczęłam się energicznie otrzepywać. Chwilę potem niechlujnie wyglądająca okrywa zamieniła się w puszyste oraz niebywale miękkie włosie.
Zauważyłam, że przez ten cały czas pies uważnie i z nutą zaciekawienia się mi przygląda. Westchnęłam więc, po czym wesołym tonem zaczęłam:
- Nigdy nie sądziłam, że wszystkie te moje procedery związane z czyszczeniem, są takie intrygujące.
<Golden?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz