środa, 26 marca 2014

Od Cassidy: Niezbieczna przygoda

Jak zwykle, nocą wyszłam w góry. Szybko pokonałam skały i stałam już na szczycie.
Wzięłam głęboki oddech. Czułam jak lekko faluje mi futro, wiał wiatr. Wokół mnie krążyło tysiące myśli. Zamknęłam oczy. Zrobiłam kilka kroków do przodu. Jeden, następny i jeszcze jeden... Kolejny... Moja łapa ześlizgnęła się ze śliskiego kamienia...
Otworzyłam powieki. Obudziłam się pod górą cała obolała... Nie wiedziałam co się dzieje... Wszystko było rozmazane. Zapomniałam... wszystko wirowało. Byłam w transie. Wstałam, szłam na oślep. Wpadłam na coś...
- Cas, dobrze się czujesz? - usłyszałam czyjś głos.
- Co... kto to jest Cas?
- Źle z tobą.
Chciałam iść dalej, ale to mnie zatrzymało. Powiedziało:
- Zaczekaj tu, pójdę po Rene - nie dokończył - nie! Nie, nie. Siadaj i siedź. Chciało mi się pić, poszłam do jeziora. Wpadłam do wody.
- Cassidy! - słyszałam w tle.
Ocknęłam się w jaskini. Leżałam na miękkim posłaniu, przede mną stali Naix, Gold, Renesmee i Jared.
Był dzień.
- Coś się stało?
- Miałaś wstrząs mózgu.
- Nie dobrze mi...
Wybiegłam na polanę. Zwymiotowałam wodą. Wróciłam do jaskini i się położyłam.
- Poleż jeszcze trochę.
Zasnęłam.
Rankiem czułam się już dobrze. Oprócz kilku siniaków nic mi się nie stało. Byłam głodna. Chciałam zapolować, ale nie miałam siły. Podeszłą do mnie Renesmee.
<Rene, dokończysz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz