- Przyznam szczerze takie mieszkanie ma swój urok... - uśmiechnąłem się. - ... ale ja nie potrafię się przełamać.
Suczka nic nie powiedziała. Czekała czy się przełamię i otworzę w ciszy, która otulała nas niczym koc. Miły, ciepły koc.
- Głównie przez mojego starego właściciela. - przewracam się na plecy jak ona i spoglądając na światełko iskrzące na górze, kontynuuje. - Z początku był dla mnie miły. Kochał mnie, troszczył się o mnie i wogóle. Był taki radosny, że każdy przy nim automatycznie się uśmiechał. Z wyjątkiem jego rodziców... Oni zaczęli się kłócić, rozmowy krążyły na temat rozwodu i ogółem psuli całą miłą atmosferę. Ja jako jeszcze niekumaty szczeniak nie potrafiłem nic zrobić, a sam cierpiałem, gdy chciałem pomóc. Lecz to co wtedy czułem było nieporównywalne do tego co miałem czuć potem. Były to tylko przelotne ciosy ludzi zbyt zajętych innymi sprawami. Gorzej było później. Matka wyjechała i zostawiła nas. Ojciec zaczął się wyrzywać na Kain'ie - moim właściecielu, a on na mnie. Dzieciak po prostu nie wytrzymał psychicznie. Stał się sadystą, który wkrótce potem zabił swojego ojca i trafił do Domu Dziecka, zaś ja do schroniska.
Westchnąłem.
- Stamtąd uciekłem i nie mogę się do ludzi przekonać. Czasem dam się pogłaskać, owszem, ale żadnego innego kontaktu.
< L? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz