- Na razie nie mam ochoty na berka - odparłam, ku zawiedzeniu suczki. - Ale możemy pójść na plażę. O tej porze roku powinno być na niej w miarę przyjemnie, nawet jeżeli nie mamy zamiaru wchodzić do wody.
Angel rozweseliła się nieco i podążyła równym krokiem za mną. Poprowadziłam nas skrótem, ponieważ przemieszczanie się główną drogą może narażać mnie na atak oburzającego wzroku gapiów, a nawet pojawienia się hycli. Dzisiaj bowiem duża ilość ludzi z odrazą patrzy na zaniedbane, bezpańskie psy, którymi nie ma się kto zająć. Co prawda Paweł, czyli mój znajomy z restauracji, co jakiś czas zabiera mnie do siebie do domu, kąpie, karmi i pięknie wyczesuje sierść, ale to nie może się równać z troską, jaką darzy cię prawdziwy oraz przede wszystkim „oficjalny” właściciel. W duchu wierzyłam, że kiedyś jednak chłopak zdecyduje się mnie przygarnąć.
Dotarłyśmy po kilku minutach niezbyt forsownego marszu. Już od pierwszych chwil jak postawiłam łapy na piasku, powitała mnie morska bryza przepełniona zapachem oceanu.
- Tu chyba nie jest aż tak źle, co? - mruknęłam uśmiechnięta do równie zachwyconej suczki.
- Oczywiście, że nie - odparła. - Tu jest cudownie. Chodźmy do wody!
Collie nie czekała nawet na moją odpowiedź, tylko jak strzała pognała ku nadchodzącej fali. Ja z lekkim ociąganiem podążyłam jej śladami.
Smukłe łapy Angel przecięły pierwszy bałwan, który Pacyfik posłał ku nam. Ja pacnęłam kilka razy ogonem o mokry piasek, nim zdecydowałam się zamoczyć w chłodnej wodzie. Jakoś jednak przekonałam się, że pobyt w niej w co raz cieplejsze popołudnie jest całkiem przyjemny.
Relaksowałyśmy się tak do momentu, gdy jakiś mężczyzna ubrany w czarny strój, przypominający nieco garnitur, ale przetykany żółto-złotymi ornamentami, podbiegł do nas i zaczął gonić po plaży z czym przypominającym policyjną pałkę. Przez cały czas zastanawiałam się jednak, jak ów blondynowi nie było gorąco. "Garnitur" nie wyglądał bowiem na strój letni.
Zmęczone, lecz zadowolone, przemierzałyśmy nadmorski bulwar ciesząc nosy zapachem fast foodów. Jednak mimo wszystko jako psy, nie mogłyśmy kulturalnie podejść do lady i poprosić o cheeseburgera, ponieważ dość, że nie miałyśmy czym zapłacić, to człowiek zareagowałby paniką, na widok mówiących psów (jeżeli umiałyby mówić).
- Masz jakiś pomysł, gdzie mogłybyśmy się posilić, Angel? - zapytałam niechętnie.
<Angel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz