Leżałem pod drzewem. Rozłożyste gałęzie chroniły mnie przed palącym słońcem. Nie widziałem żadnego psa od samego rana. Gdzie wszyscy się podziali? Oczywiście nie doskwierała mi samotność, zastanawiałem się tylko gdzie wszyscy są. Nagle, jak na rozkaz zjawiła się jakaś suczka. Westchnąłem nie zadowolony.
- Kim jesteś? - zapytałem nie oczekując odpowiedzi
Jak zresztą się zorientowałem, ani ja, ani ona nie byliśmy skłonni do przyjaźni.
- Lawilet. - w końcu przemówiła
-Wow... - burknąłem - Co za zaszczyt! -
Lawilet warknęła poruszona.
- A ty? -
Uśmiechnąłem się powoli.
-Hmm... Psem jestem, niezbyt szczęśliwym, że jakaś suka zakłóca mu spokój. -
<Lawilet?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz