- Zawsze jesteś taki miły? – parsknęłam.
- Zależy dla kogo – mruknął, nie zwracając na mnie większej uwagi. Westchnęłam więc i wyciągnęłam się jeszcze bardziej.
Ale w każdym bądź razie, teraz jesteś niebywale sztywny, pomyślałam. Może kiedyś się wyłamiesz, choć nie liczę na to.
Leżeliśmy tak dobrą godzinę, lecz w milczeniu. Ja nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, a Leaf raczej nie miał ochoty jej zaczynać. To też prócz codziennych gwarów dochodzących z fontanny na środku parku, panowała kompletna cisza. Kilka minut potem zebrałam się jednak na odwagę.
- Ech, jeżeli nadal masz zamiar zachowywać się jak rozwrzeszczane, ludzkie bachory, to lepiej, żebym nie przebywała w twoim towarzystwie – westchnęłam zrezygnowana, wstałam, przeciągnęłam się i wolnym krokiem ruszyłam chodnikiem.
Ku mojemu niewielkiemu, ale jednak, zdziwieniu, retriever zrównał ze mną krok. Ja szłam z uniesioną głową, on natomiast trzymał ją lekko spuszczoną.
- Więc… co chciałabyś porobić? – zapytał innym niż dotychczas tonem.
- Liczę na twoją pomysłowość – puściłam do niego oko, uśmiechając się promiennie.
<Golden? Przepraszam, że tak późno, a przy okazji brak pomysłu :/ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz