środa, 12 marca 2014

Od Renesmee C.D. Gold'a

Przestraszyłam się. Nie wiedziałam co robić, chciałam pobiec po pomoc, ale nie zostawię tu Golda...
-Spokojnie Gold...- mruczałam sama do siebie, pies zemdlał, ale jego zdrowie wisiało na włosku. Chwyciłam delikatnie zębami za sierść na karku Gold'a i przeniosłam go do lasu. Położyłam na mchu tak, aby nikt nie mógł go zobaczyć i zrobić krzywdy. Sama wybiegłam z parku wypatrując pomocy. Całe szczęście Jack włóczęga przechadzał się niedaleko.
-Jack! - zawołałam. Pies postawił uszy i szukał mnie wzrokiem. Zaszczekałam kilkakrotnie i Jack przybiegł do mnie.
-Cześć, o co chodzi? - zapytał przekrzywiając lekko łeb w geście ciekawości.
-Musisz mi pomóc. Leć i jakoś sprowadź Cler - rozkazałam, chociaż mój głos brzmiał trochę bardziej troskliwie, niż stanowczo. Nie musiałam długo czekać, kilka sekund po tym Jack jak szalony biegł w stronę Ulicy Marzeń. Sama wróciłam do Gold'a. Minuty dłużyły się jak godziny. W końcu nadbiegł Jack, a za nim zdyszana Cler. Zaszczekałam i zaprowadziłam ją do Gold'a. Zrozumiała i wzięła go na ręce. Gold nie był bardzo ciężki więc poradziła sobie. Gdy wróciliśmy do domu wraz z bratem wyczekiwałam na kanapie, aż Cler wpuści nas do Gold'a.  Gdy już ta chwila nastała pies czuł się o wiele lepiej. Leżał na miękkim posłaniu dla psa, które podarował mi wujek Cler. Było ciepłe i bardzo urokliwe w kolorach beżu i brązu, lecz wolałam puchaty dywan przed kominkiem. Obok Gold'a stała na wpół półpełna miska wody, a kolejna trochę dalej -wnioskuję, że po jakimś posiłku - już pusta.
-Jak się czujesz? - zapytałam podchodząc do psa.
<Gold?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz