Niebo zasnute chmurami, zmieniało swój kolor z pięknego błękitu na ciemny granat. Ziemię oświetlały już tylko piękne gwiazdy i półokrągły księżyc. Cały świat spowiła cisza i spokój. Leżałem bezruchu koło Dębu. Byłem na prawdę szczęśliwy, że nikt mi nie przeszkadza. Rozłożyłem się na miękkiej, wiosennej trawie i całkowicie zrelaksowałem. Wyczuwałem tylko zapach pysznego, zajęczego mięsa które zakopałem nieopodal. Nagle, wszystkie moje zmysły wyczuły obecność innego stworzenia. Wstałem niemal bezszelestnie. To "coś" zbliżyło się do mnie. Wtedy wszystko przestało się liczyć. Ważny byłem tylko ja i "to". Usłyszałem warknięcie. Uspokoił mnie ten dźwięk - moim gościem musiał być pies. Po smukłej sylwetce i dumnej postawie rozpoznałem border colliego. Była to młoda suczka, średniej wielkości. Jej sierść była nastroszona, a białe kły błyszczały w ponurym świetle nocy. Nie zamierzałem atakować- bo i po co? Suka była młodsza, więc słabsza. Gdyby się na mnie rzuciła, bez problemu obroniłbym się. Postawiłem uszy czekając na jej ruch. Wtedy znacznie się uspokoiła. Co prawda, nie byłem zbyt pocieszony tym, że naruszyła mój teren ale cóż.... Nie miałem ochoty na walki, bójki, sprzeczki itp.
- Kim jesteś? - spytałem patrząc jej w oczy
Uważnie śledziłem wszystko co robiła, każdy ruch. Była zmieszana lecz mimo to, stale gotowa na wszystko.
-Caprice. - powiedziała cicho i nieufnie
Spodziewałem się tego samego pytania z jej strony, ale się myliłem - rozmowa skończyła się na słowach "Caprice".
<Capri?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz